Archiwa tagu: Imperium

Lord Komisarz

Najciekawszą częścią hobby modelarskiego jest dla mnie bez wątpienia budowanie modeli – zwłaszcza, kiedy budowanie wiąże się z czymś więcej, niż tylko wykonanie wskazanych kroków. Stąd wszelkiego rodzaju konwersje czy kitbashe pociągają mnie znacznie bardziej niż, bo ja wiem, malowanie.

Lord Komisarz to najnowsza z moich „produkcji”. Dawcy części to:

  • Commissar – ciało, czapka, pistolet
  • Tempestus Scions – płaszcz, miecz
  • Basilisk – twarz

Heretyka dostałem od przyjaciela, jego pistolet kupiłem kiedyś osobno przez Internet.

Pierwsze podejście do OSL i freehandu!

Czym różni się Lord Komisarz od zwykłego Komisarza? To oczywiste: rangę wyznacza okazałość płaszcza. Aby dodać ciężki, wierzchni płaszcz, musiałem przyciąć ten znajdujący się pod spodem oraz plecak z zasilaniem dla miecza. Ciąłem, przymierzałem, ciąłem dalej… wreszcie wrzuciłem trochę greenstuffu i kleju pomiędzy obie warstwy, poprzesuwałem tam i z powrotem, dopóki nie byłem zadowolony z tego, jak leży na ramionach Komisarza.

Prawa ręka oryginalnego modelu była wyciągnięta daleko od ciała – została z niej tylko dłoń wystająca spod płaszcza. Nie ma tam ramienia, łokcia, nic – ale proporcje (odległość dłoni od barku) wyglądają ok.

Aby model dodatkowo jeszcze różnił się od zwykłego Komisarza, zastąpiłem szablo-podobne ostrze oryginału prostym ostrzem z zestawu Scionów. Wówczas została jedynie głowa: od oryginalnej odciąłem szeroką czapkę Komisarza (znak rozpoznawczy sprawowanego urzędu), po czym – znów po cięciu i przymierzaniu – przykleiłem ją dowódcy Bazyliszka. Ma on wspaniale dramatyczną minę!

Model po położeniu kolorów bazowych. Cieszę się, że zmieniłem zdanie co do koloru miecza – ograniczenie błękitu do pistoletu plazmowego lepiej kieruje na niego uwagę.

Lubię, kiedy sam model opowiada już jakąś historię. Dlatego też Kosmiczny Marine Chaosu (uwielbiam to „tłumaczenie”) pod butem Lorda Komisarza ma przecięty pistolet, a pod jego lewym ramieniem zbiera się kałuża krwi. Nasz bohater (tzn. ten na górze) jest świetnym szermierzem, a swoich podwładnych zagrzewa do boju nie tylko słowem, ale też przykładem!

Plecak Czarnego Legionisty (to już brzmi trochę lepiej) wymagał wypełnienia greenstuffem. Nie poświęciłem mu szczególnie dużo czasu – potraktowałem go jako tło. Spróbowałem za to swoich sił w freehandzie na naramienniku. Oczywiście mogło być lepiej, ale już teraz dzięki niemu od razu wiadomo (obeznając się trochę w świecie Warhammera), kto leży pod butem.

OSL (Object Source Lighting) zrobiłem rozjaśniając nieco szarfę, a następnie traktując oświetlone powierzchnie jasnoniebieskim drybrushem. Zanim zdążyłem sfrustrować się malowaniem oczu, wziąłem cienkopis do podpisywania płyt CD i maznąłem nim źrenice.